SWEET NOISE REVOLTA
Dopiero rok z kawałkiem minął od wydania CLC, a tu panowie ze SWEET NOISE
dostarczają nam nowy krążek z przeróbkami utworów z tej właśnie płyty. REVOLTA
nie jest jednak klasycznym zbiorem remiksów, gdyż po raz kolejny zespół poszedł
o krok dalej dostarczając nam również nową kompozycję, a i niektóre remiksy
brzmią jak całkiem nowe utwory. Po pierwszym przesłuchaniu nie wiedziałem za
bardzo co o tej płycie myśleć. Chyba spodziewałem się czegoś trochę innego,
zabrakło mi tu może ciężaru gitar, sam nie wiem. Po jakimś czasie jednak, powoli,
te numery zaczęły do mnie docierać i teraz mogę śmiało stwierdzić, że „Jeden
taki dzień” z Peją, „Nie było” z Edytą Górniak, „N.U.E.R.H.A.” z Docentem i
Nergalem czy remiks „W tobie” to naprawdę powalające utwory. Niewątpliwie SWEET
NOISE po raz kolejny dostarcza czegoś nowego, nieprzewidywalnego i zaskakującego.
Miło też oprócz tych wszystkich elektronicznych rzeczy usłyszeć w ich wykonaniu
ponownie prawdziwie ostry, metalowy kawałek – jakim jest N.U.E.R.H.A. w tej
wersji – przypominają się czasy KOŃCA WIEKU. Ale nie będę się tu już dłużej
rozwodził – płyta jest bez wątpienia warta polecenia, a wszystkiego na jej temat
i nie tylko dowiecie się z zapisu rozmowy jaką odbyłem z Glacą. A jest co czytać,
bo rozmawialiśmy ponad godzinę.
- Na początku chciałbym nawiązać do naszej rozmowy sprzed roku. Powiedziałeś
mi wtedy, że następna płyta SN po CZAS LUDZI CIENIA, będzie wydawnictwem poza
granicami Polski – anglojęzycznym. Tymczasem mamy album REVOLTA. Co sprawiło,
że zdecydowaliście się na zmianę planów?
Glaca: Wpływ na to miała przede wszystkim sytuacja związana z naszą próbą zremiksowania
jednego utworu – „Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz” i bardzo udanym
efektem tej pracy. Ten remix zachwycił nas tak bardzo, że pomimo iż pierwotnie
miał trafić do jednej ze stacji radiowych, nie oddaliśmy go, był na tyle dobry,
że pokusiliśmy się o zrobienie następnego. Bardzo szybko przekształciło się
to w robienie kolejnych remiksów i zaczęliśmy mieć obraz pewnej płyty. Płyty,
która mogłaby być z jednej strony złożona z naszych przeróbek – wtedy jeszcze
nie myśleliśmy o nowej kompozycji, a z drugiej strony, wybrani przez nas ludzie,
producenci, twórcy muzyki elektronicznej i nie tylko mogliby pokazać swoje wizje
tych utworów. I tak narodziła się REVOLTA. Później postanowiliśmy zaprosić osoby,
które szanujemy w polskiej muzyce, których osiągnięcia dużo dla nas znaczą i
którzy są wiarygodni i mają indywidualizm wpisany w swoją drogę artystyczną,
twórczą i którzy są przede wszystkim kontrowersyjni. Chcieliśmy, żeby to sprawiło,
iż ta płyta uderzy bardzo szeroko. Zaczęła się z tym wiązać idea łączenia gatunków,
łączenia artystów, łączenia pewnych subkultur i otworzenia ludziom oczu na pewne
sprawy. No i stąd ponad roczna praca nad tym projektem.
- Przy pierwszym zetknięciu z tą płytą najbardziej zaskakująca wydała mi
się obecność Edyty Górniak. Czy ta współpraca była waszym pomysłem, czy też
zostało wam to zaproponowane?
Glaca: Tak, to był nasz pomysł – generalnie wszystkie tego typu pomysły wychodziły
od nas, miewamy jakieś podpowiedzi, ale w tym przypadku pomysł był nasz. Chcieliśmy
zrobić tą płytę bazując na takich połączeniach, które ludziom nie przyszły by
do głowy, które mogłyby być szokujące i kontrowersyjne. Oczywiście mamy bardzo
konkretne wymagania i po pracy z Anią Jopek nie było innej wokalistki, do której
moglibyśmy się zwrócić i która dałaby nam to coś niezwykłego, nieprzewidywalnego.
I bez wątpienia jesteśmy fanami śpiewu Edyty, jej głosu. Dla mnie... wiesz –
ja nie postrzegam do końca Edyty, przez jej repertuar, a przez umiejętność sięgania
do wnętrza i śpiewania z wielką pasją. Opisaliśmy to wszystko w liście, który
dostała od nas, wraz z utworem, z bitem, który zrobiłem z Magikiem – przygotowaliśmy
go specjalnie z myślą o niej. I okazało się, że chce to zrobić, że jest zachwycona
pomysłem. Przedstawiła to komuś w Londynie, kto jeszcze jakby podsycił ten jej
zapał i stwierdziła, że może zaśpiewać mój test – tak też zresztą to sobie wyobrażaliśmy.
Wstawiliśmy od razu mój wokal i chcieliśmy takiego klasycznego duetu. Stwierdziliśmy,
że to będzie najbardziej porażające – nie tworzenie nowych zwrotek lecz sklejenie
ze sobą naszych dwóch wokali, dwóch różnych ekspresji. Tak kierowaliśmy ją w
trakcie nagrywania i w trakcie rozmów – aby zrobiła to najbardziej ekspresyjnie
jak potrafi, żeby postawiła na swoją wizję, na to jak ona czuje ten tekst, czym
to dla niej jest. A, że jest osobą, która w dużej mierze spotkała się z atakami,
ze złośliwością, zawiścią, zazdrością, z często głupimi, bezsensownymi zarzutami,
na pewno czuła się odrzucona. Sądzę, że straciła wiele osób, że ten sukces kosztował
ją bardzo dużo. Nie śledzę plotek, ale wiele tych ataków, wydawało mi się totalnie
debilnych, zwłaszcza, że wiem jak złośliwa i wredna potrafi być polska branża.
Dla nas – ludzi, którzy się tej branży sprzeciwiali od początku, krytykując
bardzo dużo negatywnych rzeczy, miał to być również rodzaj wyzwania rzuconego
tym ludziom i generalnie i my i ona robiliśmy to w tym duchu.
- Czy spotkaliście się razem w studio, czy też było to nagrywane osobno i potem
tylko zgrane, jak to się często zdarza?
Glaca: Z wszystkimi ludźmi spotykaliśmy się w studio. Musiało dojść do spotkania,
jednego, drugiego – powstania pewnego planu. Poznawaliśmy się nawzajem. Wiesz
– nas odróżnia od takich plastikowych projektów to, że wspieramy nasze działania
pełnym poparciem i zaangażowaniem. Jak się nie spotkasz – tylko skleisz tracki
dograne to tu, to tam, to istnieje bardzo mała szansa, że uzyskasz coś naprawdę
spójnego – za czym stoją obydwie strony i potrafią uzasadnić czemu to zrobiły.
No i trudno uzyskać energię. My poznaliśmy się i wiedzieliśmy, że ani my, ani
ona nie będziemy się wstydzić, że mamy konkretne argumenty i powody dla których
chcemy to zrobić. Dobrze się ze sobą czujemy i wiedzieliśmy, że to będzie naprawdę
sama przyjemność – i pracowanie w studio i puszczenie tego w świat. Sądzę, że
ona w jakimś momencie również zacznie udzielać wywiadów dotyczących tej współpracy
i tego singla – jeżeli to będzie singiel. Z wszystkimi było w ten sposób – i
z Peją, który również przyjechał do nas do studia i poświęcił nam cały dzień
nagrywania. Wiesz – podkręcaliśmy cały czas poziom naszych wymagań i jemu i
Edycie, cały czas napierając, żeby to było jak najbardziej ekspresyjne i w jakiś
sposób szalone, takie bardzo, bardzo prawdziwe, więc to nie były łatwe sesje.
Było wiele podejść, wybieraliśmy najlepsze zarejestrowane wykonania. Również
podobnie ma się historia Nergala i Docenta w bardzo mocnej wersji N.U.E.R.H.A..
To też były spotkania przed sesją, w trakcie i po niej. Nergal przyjechał na
jedną noc i jeden dzień, dograł gitary i wokale. Był bardzo zakręcony tym, że
robi to z nami i z Docentem, który jest dla niego naprawdę kimś znaczącym w
tej muzyce. Zresztą dla nas wszystkich. Najkrócej trwała praca z Ostrym – ale
mimo tego, że nagrał swoje partie u siebie w Łodzi – to przyjechał do studia,
wysłuchaliśmy tego razem, wstawiliśmy w utwór i było konkretne porozumienie.
On jest bardzo zajętym człowiekiem w tej chwili. Więc na twoje pytanie odpowiadam
tak, z każdym mieliśmy łączność, kontakt. Inaczej było w przypadku utworów remiksowanych
przez ludzi, oni je przysyłali gotowe, a myśmy je przesłuchiwali, ale to jest
coś innego. To była zamknięta sprawa tego artysty, który robił remiks. Pierwsza
połowa płyty – sześć utworów, to nasze rzeczy – produkowane, aranżowane i napisane
przez nas. Pozostałe to remiksy wykonane przez różnych artystów.
- Czy myślicie o nakręceniu klipu do utworu „Nie było” z Edytą Górniak?
Glaca: Jest taki plan. Dużo świadczy o tym, że to może być ten utwór. Z takimi
decyzjami lubimy jednak poczekać, bo ma na to wpływ dużo rzeczy. Aczkolwiek
myśląc o tym, jak można przedstawić tą płytę, to na pewno byłoby to coś unikalnego
– co nigdy się nie powtórzy – my i ona. Mając na uwadze wszystkie różnego rodzaju
duety, połączenia, to jestem mocno zakręcony faktem, że możemy to razem zrobić.
Zobaczymy.
- Na pierwszy singiel wybraliście „Jeden taki dzień” z udziałem Peji. Czy
nie obawiasz się, że zostaniecie posądzeni o próbę wybicia się, zaistnienia
na większą skalę, na fali popularności hip-hopu? I dlaczego zaprosiliście właśnie
Peję?
Glaca: Wiesz co, ja nie będę nikogo okłamywał i powiem wprost, że projekt REVOLTA
miał zaistnieć bardzo szeroko i miał być zrobiony z największymi nazwiskami,
które ludzie łączą z danymi gatunkami. Nie chcę tu używać określenia „gwiazdy”,
żeby nie było to negatywnie odebrane, ale to są ludzie z konkretnym dorobkiem,
którzy dokonali bardzo dużo. Więc nie szukaliśmy w undergrundzie, nie szukaliśmy
wśród debiutantów, wśród osób, które dopiero się przebijają, z pełną świadomością
zwróciliśmy się do danych artystów. Natomiast nie było to tak, że szukaliśmy
dużych nazwisk bez względu na to, co sobą reprezentują. A dlaczego Peja – dlatego
Peja, że wśród wielu raperów ja właściwie jego uznaję za jednego z najbardziej
wiarygodnych i prawdziwych w tym co robi. Nie oceniam spraw powierzchownych,
to mnie nie obchodzi, ale mówię o tym co słyszę i czuję w tym co robi, skąd
on jest, o czym pisze i jaki jest w kontakcie ze mną. Poznaliśmy się na długo
przed sesją nagraniową, spotykaliśmy się wielokrotnie, rozmawialiśmy, jesteśmy
w dużej mierze ulepieni z tej samej gliny i jesteśmy w dodatku z jednego miasta,
co też w jakimś stopniu zbliża nasze załogi do siebie. Poza tym, on przebijał
się przez wiele lat i przez wiele lat był wyśmiewany, niektórzy z niego szydzili,
twierdzili, że to jest totalna pomyłka, że on nie ma talentu i że to się nie
uda. Wiesz – ze SWEET NOISE było bardzo podobnie. Tak naprawdę, oprócz tego,
że mieliśmy grono fanów, które od początku było z nami i zaufało nam – oni też
zbierali cięgi i byli wyśmiewani w szkołach i w ich środowiskach, to oprócz
nich nigdy nie mieliśmy poparcia z tak zwanej sceny. I nie będę już tu wchodził
w jakieś detale, ale właśnie zero poparcia od tych, którzy osiągnęli w mocnym
graniu dużo, w Polsce. Czy to ACID DRINKERS, czy ILLUSION, czy to TURBO kiedyś.
Jedynie mieliśmy dobry kontakt z zespołem VADER – i trasę z nimi i wspólny utwór.
Ale generalnie tak to było gdzieś na uboczu – wieczne przebijanie się. I dlatego
Peja – wiedziałem, że to będzie ostry kawałek, w kwestii wibracji. Celowo zrobiliśmy
taki a nie inny beat, dograliśmy taką, a nie inną gitarę i nie umieściliśmy
tego w ścianie noisu, tylko w takim beacie. Chcieliśmy się zmierzyć z materią
robienia tego typu podkładów i okazało się, że potrafimy to robić, że ma to
styl i charakter. No i chyba jest to jeden z niewielu przykładów w skali światowej,
gdzie hardcore’owcy, ludzie, którzy grali w tradycyjnym składzie, nagle robią
beaty na samplerach, syntezatorach o zupełnie innym charakterze. Więc dajemy
temu, tak mi się wydaje, wymiar, którego nie osiągnąłby klasyczny producent
hip-hopowy.
- Czy znasz już jakieś opinie środowiska hip-hopowego na temat tego utworu?
Glaca: Są rewelacyjne. Jeżeli chodzi o ten kawałek, ich opinie w większości
są bardzo na tak. Ja odnoszę wrażenie, że to trochę tchnęło w ich scenę świeżość.
Druga sprawa to to, że oni są dumni, że ktoś z ich środowiska zrobił krok, chyba
najbardziej spektakularny, bo było trochę takich połączeń, ale uważam, że nie
były to rzeczy do końca przemyślane. Nikt się do tego mocno nie przyłożył, nie
wydobył całego potencjału z takiego połączenia. Ja mam świadomość jak słyszę
SN z Peją, że to jest duży potencjał i że można z tego dużo wycisnąć na wszystkich
polach, żeby wszyscy mieli z tego korzyść – i publiczność i artyści. I nie marnuje
tego, znaczy się – staram się nie marnować, a to ludzie ocenią, czy zmarnowałem
czy nie. Tak, że scena hip-hopowa zaakceptowała to i w naturalny sposób zbliżamy
się do siebie. Pojawiają się zaproszenia, co do mojego udziału w różnych projektach.
Jest to naprawdę fajne, naturalne, nie wymuszone. Ja z wieloma z tych ludzi
dobrze się czuję, oni nie mają pewnych obciążeń, albo jest dobrze, albo nie
– albo ich to przekonuje, albo nie. Przychodzą na koncert i jest moc. Nie ma
tego wniku, który często jest obecny w branży rockowej, na zasadzie oceniania
detali brzmienia, czepiania się takich rzeczy, które są gówno ważne, bo tak
naprawdę ważna jest energia, pasja i to czy działasz, kurwa, na ludzi, czy nie,
czy dajesz przekaz, czy nie. I to jest fajne, że ta ocena jest taka zupełnie
inna. Z drugiej strony, reakcji świata rockowego nie znam. Znam tylko reakcje
fanów i one są bardzo różne. Od „na tak” do negacji i w ogóle zastanawiania
się po co to. Wiesz – są ludzie, którzy są z założenia „na nie” i byli „na nie”
od dawna, tylko czekali na pretekst, żeby powiedzieć, że SN to komercyjne świnie
i kurwy i w ogóle nie ma gadki. Myślę, że te osoby nie zastanawiają się po co
to jest. My robimy to również dlatego, żeby zaprezentować naszą publiczność
innym ludziom, tworzyć inną scenę, również dla naszych fanów – pokazać kim jesteśmy.
Jeżeli ta nowa scena akceptuje SN, to my pokazujemy jej naszych fanów i ich
także musi zaakceptować. I po to jest to połączenie. Samo współistnienie jest
dla mnie sztuką i sztuką jest również to co z tego wyniknie. Może tchnie to
jakąś świeżość w polską scenę muzyczną. Osadzenie się w tradycyjnym metalu,
czy w ogóle w tradycyjnej muzyce, na zasadzie – nie jestem zainteresowany progresem,
niech to sobie będzie jak jest, niech tak to powoli podupada, ale jestem przecież
wierny tej samej stylistyce – zupełnie mi nie odpowiada. Zawsze chcieliśmy robić
działania, które: i trafiają do ludzi i wzbudzają kontrowersje i są spektakularne.
Więc tak naprawdę wszystkie narzędzia, których używamy, czy muzyka, czy performance
live, czy Woodstock – można chyba w taką jedną bajkę połączyć. Moglibyśmy grać
na Woodstock nie zauważeni – natomiast bierzemy ze sobą wszystko co mamy, pojawiają
się ośmiometrowe instalacje, potężny wystrój sceny i działamy na maxa, tak żeby
to było widać z kilometra, dwóch, trzech, a nawet z satelity.
- Czy chciałbyś aby na kolejnej studyjnej płycie SWEET NOISE poszło jeszcze
dalej w kierunku hip-hopu?
Glaca: Nie, nie chciałbym. To znaczy – nie mówię, żebym nie chciał, ale nie
zakładam tego. To jest współpraca, może dojdzie do takiej współpracy w przyszłości,
może zrobimy taki utwór, projekt, ale jeżeli chodzi o SN, my dalej będziemy
eksperymentować, szukać i nie sądzę, żeby to był ten kierunek. Na pewno coś
z niego zaczerpniemy i coś przeniesiemy do SN, zwłaszcza, że ten numer grany
na koncertach z gitarami jest totalnym killerem. Chomik, który grał z nami jeden
koncert w Białymstoku, powiedział: „Panowie – to był najcięższy numer wieczoru.”
Dlatego, że ma on strasznie ciężką, tłustą i grubą podstawę. Ten beat jest taki
masywny i jest strasznie potężny bas. To co na górze w kwestii aranżacji jest
lekkie, więc jak dokładasz do takiego ciężkiego basu gitary, to uzyskujesz takie
pierdolnięcie, jakiego naprawdę dawno nie słyszałem. Nie udało nam się niestety
zrobić wersji rockowej – ciężkiej. Mamy nagrane gitary, więc może poprosimy
Adama Toczko o zmiksowanie. Może zrobimy w związku z tak dużym sukcesem tego
numeru teledysk typowo koncertowy. Także nasza droga ewolucji będzie szła dużo
dalej. Na pewno jestem zafascynowany beatem jako takim. Może to brzydko zabrzmi,
ale jestem znudzony klasyczną grą na perkusji, może dlatego, że nie ma takich
bębniarzy, którzy robiliby na mnie jakieś kolosalne wrażenie. W ogóle mało jest
moim zdaniem w muzyce rockowej takich progresywnych instrumentalistów. Są tacy,
ale niewiele rzeczy robi na mnie wrażenie, dlatego wolę robić muzę szukając
sampli, robiąc beaty, programując synthy i wbijając w to taką żywą energię jaką
mamy.
- Czy zamierzacie koncertowo promować REVOLTĘ?
Glaca: To będą koncerty, na których zagramy CZAS LUDZI CIENIA. Zagramy z tej
płyty sporo i zagramy „Jeden taki dzień”, będziemy grać remiks „Dzisiaj...”.
Poza tym, być może również „Nie Było” z Edytą moglibyśmy wykonać, to jest kwestia
zrobienia tego pod tym kątem. Na pewno postaramy się zaprosić paru z tych gości,
czy Peję, czy Ostrego, planujemy zagranie dużego koncertu, z zaproszeniem wszystkich
tych ludzi, z zagraniem właściwie całej tej płyty. To byłaby taka akcja, która
raczej nie będzie powtarzalna, ale zobaczymy. O tyle te koncerty mogą być ciekawe,
że wymieszają się ludzie, którzy przyjdą i że dojdzie do tego połączenia ludzi
z różnych środowisk na koncertach.
- Po wydaniu CLC dało się zauważyć, iż pojawiły się artykuły na wasz temat
również w prasie, która do tej pory milczała na temat SWEET NOISE. Mam tu też
na myśli pewien miesięcznik poświęcony muzyce metalowej – pismo niestety wątpliwej
jakości.
Glaca: Niestety mamy media jakie mamy i ogólnie mamy kiepskich dziennikarzy.
Mówię zwłaszcza o tej starszyźnie i o ludziach, którzy pracują od wielu lat
w czasopismach – im ciężko przychodzi kreowanie nowych rzeczy, takie podsycanie
ognia, zainteresowania. SN jest już od dawna w mediach straconym tematem. Śledzę
prasę zachodnią i bije z tych tytułów bardzo często duma z nowych płyt, nowych
zespołów. Oczywiście jest to biznes, bo jak ktoś sprzedaje dużo płyt, to ty
sprzedajesz czasopismo na tym, że on jest w nim opisany. Ale pojawia się pewien
rodzaj dumy i takiej radości, że – oto mamy konkretne tytuły, dobre płyty, zespoły.
Tak są przedstawiane takie potężne projekty jak IRON MAIDEN, kiedyś GUNS ‘N
ROSES. A nas dziennikarze nigdy za bardzo nie rozumieli. A jeżeli za pierwszym
razem „Godność” porywa ludzi, a potem zespół pisze takich utworów ze dwa – trzy
na płycie, które ludzie śpiewają i już na pierwszej płycie są dwa klasyki: „Godność”
i „Cisza”, a tu ktoś tego nie zauważa ot tak po prostu, no to o czym my tu mówimy...
Dlatego przez takie złe przedstawianie nasz zespół pozostawał długo w pewnej
niszy. A to były zajebiste płyty. Według publiczności metalowej KONIEC WIEKU
była absolutnym szczytem. A tu owszem – super recenzja, gdzieś tam, jedna, druga...Generalnie
to koncept album, który trafił do różnych ludzi na świecie, którzy do tej pory
dużo o nim mówią. I myślę, że to jest gdzieś tam klasyczna płyta, taka z której
zawsze będę bardzo dumny i szczęśliwy, że ją nagrałem. Bardzo ciężka płyta,
która kosztowała nas dużo energii. Płyta, która w normalnych warunkach wynosi
zespół wysoko, ale tutaj, co mogę powiedzieć, nie kumają bazy, naprawdę nie
kumają bazy. Jest jeszcze jedna płyta, która została zmarnowana i zespół rozsypał
się w momencie, kiedy nagrał najlepszy album – „Chmury nie było” – KOBONG. Dwa
lata komponowania, płyta pojawia się na rynku, masz takie pierdolnięcie, nowoczesne,
totalne, zaaranżowane gęsto w niecodzienny sposób. Naprawdę, kurwa, genialna
płyta, która w Stanach wyniosłaby ten band na szczyt, jeździliby z TOOL w trasy
bez trzymanki. No i tego brakuje – tytułów takich jak „genialna płyta – KOBONG
– sprawdź to”. Na czym polega sukces hip-hopu? Na tym, że oni wszyscy jadą na
jednym wózku – pojawia się zajebista płyta, pojawia się zajebiste zaprezentowanie
w ich mediach, wsparcie tego przez całą scenę. I na tym polega siła. A tutaj
masz zakompleksionych gości, którzy wolą znaleźć dziurę w całym, przemilczeć,
najczęściej są to byli muzycy... To jest zmorą rocka w Polsce – byli muzycy,
którzy są dziennikarzami, niektórzy prowadzą pisma. I wiesz – oni wiedzą lepiej,
wspierają swoich pupilków, od lat tych samych, więc to jest wiele straconych
szans i złamanych karier. I jestem do tej pory na to wkurwiony, widzę to, czuję.
Często jestem rozumiany jako ktoś, kto ma wieczne pretensje. Ale ja nie mam
pretensji tylko o siebie, ale o to wszystko. W tej chwili wymknęliśmy się, ale
tylko dlatego, że stanęliśmy gdzieś pomiędzy tymi scenami i generalnie stworzyliśmy
własną przestrzeń – to jest gdzieś pomiędzy rockiem i hip-hopem. I dlatego jest
to ten moment, gdzie ten zespół przebił się szeroko i teraz już jest dobrze
o nim pisać, bo jak napiszesz, to sprzedasz więcej gazet itd.
- Jakiś czas temu zmienił się koncertowy skład SN. Odeszli członkowie NONE,
a doszedł China (ex-VADER). Czy mógłbyś powiedzieć o tym coś więcej?
Glaca: Wiesz co, zmiany w składzie tak naprawdę zawsze były w SWEET NOISE obecne.
Od jakiegoś czasu niezmiennie jest z nami Henry Tod, jest DJ Kostek i Toy. I
to uznałbym za taki trzon. Ludzie z NONE grali przez pewien okres i naprawdę
dobrze to wspominam. Chciałem, żeby to był tak liczny zespół, tak to było zaaranżowane
koncertowo. Natomiast musiałbyś ich spytać o kwestie, dlaczego już z nami nie
grają. Nie do końca również to rozumiem, dlatego, że oni są także tymi osobami,
z którymi tą scenę chciałem budować. Chciałem, żeby ten zespół był z nami, a
tak naprawdę zespół się od nas odseparował. Jakby to kurwa zwać, tak zwać, ale
taki jest fakt, że nie dość, że razem nie gramy, to trudno mi powiedzieć, że
współtworzymy tą samą scenę, to znaczy, że jesteśmy blisko. I nie powiem, że
się nie zawiodłem. Do tego rozstania doszło na Przystanku Woodstock 2003. Jeszcze
zdążyli zaprezentować, tam na Przystanku Ludzi Cienia zorganizowanym przez Noiserów,
swoją płytę, podpisywali ją tam, był to jeden z ich największych sukcesów, bo
rzecz została zrobiona niemal na wzór naszej akcji sprzed roku. Wiesz – przychodzi
do ciebie cała Polska. Przystanek Ludzi Cienia był ostrą akcją Noiserów, gdzie
zaprezentowano również dzieła Noisenation i tam był też NONE. Wiesz – życzę
im jak najlepiej, ale osobiście uważam, że dla nich jest to stracona szansa.
Chciałem ich gościć również na REVOLCIE – mieli zrobić swoją wersję „W tobie”
– po polsku – dlatego, że upatruję dla takich bandów używania polskiego języka
jako pewnej recepty na to, żeby zaistnieć, żeby trafić do ludzi po prostu. I
to była szansa, ale wiem, że skoro nie łączą nas bliskie stosunki i są kwestie,
których nie rozumiem, to po prostu nie mogę dać im tej szansy – na coś takiego
trzeba zasłużyć. Kiedy ja działałem – to czekałem cały czas na swoją szansę
i myślę, że do tej pory żadnej nie zmarnowałem. Kiedy pojawiło się coś, co mogło
pomóc SN, to wbijałem się w to i tyle. Mamy za sobą wiele wspólnie zagranych
koncertów i na pewno mogli poznać lepiej SWEET NOISE. Mieliśmy wspólnych fanów,
oni również dla naszych ludzi istnieli i grali. Byli w SN, w tej chwili nie
są – tak to wygląda. Jest to jakby wpisane w to, co robimy.
- A dlaczego China? I czy są jeszcze jacyś inni nowi ludzie w SN?
Glaca: Nie. Nie ma nikogo więcej na razie. Nie wiem czy będzie drugi perkusista,
czy nie. A China dlatego, że to genialny gitarzysta. I człowiek, który poza
tym, że gra, to wnosi w SN taką poważną energię. Robi bardzo poważną muzę, dlatego,
że jego zespół, który ma razem z byłym bębniarzem KOBONG, to jest genialny projekt–
naprawdę na miarę światową. W takim ciężkim, mocnym, pokąbinowanym, niecodziennym
graniu. To jest naprawdę duża sprawa, że on z nami gra. To czuć – stare numery
po prostu brzmią w tej chwili nieziemsko – dlatego China.
- Skąd wziął się pomysł na dwa osobne składy koncertowe – do utworów z CLC
oraz do starszych numerów? Skąd ten podział?
Glaca: On jest naturalny, dlatego, że Xy grają z Magikiem te nowe historie,
w związku z tym, że riffy są, może nie tyle proste, ale jest mniej gitar – są
to bardziej takie ściany. I te trzy gitary w czymś takim współbrzmią bardzo
dobrze. Natomiast jeśli chodzi o starsze numery - tam jest bardzo dużo grania
i są zupełnie inne partie. I wtedy pojawia się Chomik.A Xy są jakby wpisane
w SN live i nie chciałbym się z nimi rozstawać. Publiczność na koncertach również
czeka na ten symbol, jakim są Xy. I tak jest OK.
- Jak oceniasz sprzedaż płyty CZAS LUDZI CIENIA?
Glaca: Bardzo dobrze. W tej chwili sprzedało się około dwudziestu pięciu tysięcy
sztuk tej płyty. Jest to naprawdę duży wynik, dobry i satysfakcjonujący mnie.
Oczywiście zawsze może być więcej, ale to mnie satysfakcjonuje. Wiesz, wracasz
po trzech latach z bardzo przemyślaną rzeczą, rzucasz dużą wytwórnie, wydajesz
to sam, inwestujesz w to sam i czekasz co się stanie. Masz poparcie w Ani Jopek,
masz gdzieś poparcie w milczącym Michale Wiśniewskim, takie wsparcie materialne
i oparcie w jakiś sposób. Noiserclub, który początkowo liczy jakieś sto osób,
no i Jurek Owsiak, który mówi – zapraszam, co było bardzo dużą pomocą. To, że
mogliśmy tam przedstawić tę płytę, o czym na pewno nigdy nie zapomnimy, to sądzę,
żeby to wszystko nie wyglądało tak jak teraz. Gdyby nie Woodstock 2001 i 2002,
bo 2003 to był pewien finał, to było rozpoczęcie REVOLTY. To był taki słodko
gorzki koncert, bo z jednej strony zaraz potem doszło do tego rozstania wewnątrz
w zespole, a z drugiej pokazaliśmy tam całą esencję SWEET NOISE. No i teraz
jak patrzę na video to jest potężny power, ale widać też, że jest jakiś rozłam,
który skończył się tak, jak się skończył.
- CZAS LUDZI CIENIA został doceniony nie tylko przez fanów – doceniła go
również branża – otrzymaliście Fryderyka. Jaki jest twój stosunek do tej nagrody?
Glaca: Nie jestem zbyt przywiązany do nagród. Generalnie bardzo często wygrywają
płyty, które są w danym czasie najbardziej popularne, aczkolwiek CLC zasłużyła
na pewne wyróżnienie. To jest taka rzecz, która nigdy nie zostanie powtórzona,
bo to nie jest jedna recepta jak na przykład LIMP BIZKIT – mocno, lekko, mocno
itd. CLC to szalona płyta, jeśli chodzi o wielość różnych historii, melodii
itd. Ale czy wszyscy, którzy na nią głosowali ją słyszeli – nie wiem. Na pewno
wszyscy słyszeli o niej. Ale artystom, którzy na nią głosowali jestem wdzięczny,
jest to dla mnie z ich strony duże wyróżnienie. Aczkolwiek symboliczne nie odebranie
Fryderyka uważam do tej pory za słuszną decyzję. Z tego co wiem to mocno nacisnęło
ambicjonalnie pana Hirka Wronę i w tym roku prawdopodobnie postawi jednak na
docenienie artystów i być może nagrody będą rozdawane w jakimś naprawdę fajnym
miejscu, a nie w sklepie płytowym. No i może pokażą to w telewizji - wtedy ma
to sens. W innym przypadku ma sens kiedy branża jest skonsolidowana i opiniotwórcza,
która ma dla siebie szacunek, a tu tego szacunku nie ma. Ja nie byłem na tych
nagrodach siłą rzeczy, ale z tego co wiem, to były nie milknące rozmowy i hałas,
szum, w momentach kiedy ktoś odbierał nagrodę... Takie coś mnie wali i nie obchodzi.
- Jaką nagrodę w takim razie chciałbyś otrzymać i jaka byłaby dla ciebie naprawdę
ważna?
Glaca: Wiesz co, dostaliśmy już Złotego Bączka – kilkaset osób głosowało na
to, że SN zagrało najlepszy koncert w 2002 roku na Woodstock i jakby ta nagroda
jest dla mnie najcenniejsza. Cieszę się również z obydwu Yachów – za „Bruk”
i „Dzisiaj mnie kochasz...”, dlatego, iż wiem, że nie było mowy o przekupstwie.
Nigdy nie byliśmy w Universalu na tyle priorytetem, żeby ktoś chciał dla nas
przeforsować nagrodę – oni sami byli zaskoczeni – że jak to – o kurwa – nagroda
– tak bez niczego... Chyba wygrała muza i po prostu dobre teledyski. Łączy się
z tym również pewien skandal, bo wysłaliśmy tam też „Nie było”, dostając odpowiedź,
że no cóż, jury tak zostało skonstruowane, że nie zauważyło waszego teledysku.
Nie ma to nic wspólnego z tym, co powiedział Glaca na scenie rok temu. No cóż
– generalnie ściema. To przykre.
- Czy macie już jakieś konkretne plany co do kolejnych klipów promujących
REVOLTĘ?
Glaca: Nie. Na razie nie wiadomo jak długo będzie trwała tak naprawdę promocja
tego albumu. Rzecz była eksperymentem i nie zakładamy z góry, że zrobimy tyle
a tyle klipów. Nie jesteśmy Bajm, Wilki ani Kowalska itd. Więc ciężko określić
jak długo potrwa zainteresowanie tym projektem. Zależy to od ludzi. Na pewno
będzie drugi singiel i drugi teledysk.
- Czy znasz opinie fanów SN o nowej płycie?
Glaca: Zrobiłem parę dużych chatów, cały czas jest aktywne forum SN, strona,
pojawiają się nowi Noiserzy – czasem przybywa ich nawet około pół setki z dnia
na dzień. To są bardzo dobre reakcje tak naprawdę. To jest największy sukces
tej płyty, że przekonują się do niej fani starszych albumów i że dla nich „Nie
było” z Edytą Górniak jest szałem. To jest super, że im się podoba, że ona ich
przekonała. Wiadomo, że jest też trochę osób przeciw – one zawsze są, zwłaszcza
w necie komentarze na różnych stronach. Bo tam jest jakieś kurwa kibolstwo.
Byłem przerażony, bo jestem zwolennikiem Małysza – strasznie mnie kręci to,
co ten koleżka robi i naprawdę mu kibicuję, jako jednemu z niewielu sportowców.
A bezmiar gówna, który się leje na tego gościa jest totalny – tak po prostu.
Wiesz, to nie jest artysta, który mówi, pisze, a tam jest masakra – setki maili
typu „kurwa ty Żydzie, spierdalaj” itd. Bez sensu. Więc w necie są również i
takie komentarze – „Glaca ty kurwo, co to za chujnia, komercja, spierdalaj”
itd. I przeważnie oczywiście nie są podpisane.
- A jak w takim razie wygląda sprawa ruszenia na Zachód i wydania płyty poza
granicami naszego kraju?
Glaca: Generalnie, kończąc można powiedzieć, że trzynaście lat w Polsce zostało
podsumowane REVOLTĄ. I czas jest na nowe działania. Wchodzimy sobie do naszego
studia, zamykamy się w nim i tworzymy od podstaw nową rzecz. Jestem coraz bardziej
tym zakręcony i jawi mi się jakiś pomysł na to, jakby to miało wyglądać.
- Czy jest już jakiś konkretny materiał?
Glaca: Nie. Wyniki tego co już zrobiliśmy będą wykorzystane tylko w małych fragmentach.
Natomiast będziemy od nowa tworzyć, dlatego, że to jest również stworzenie całej
koncepcji. Ja tworzę nie tylko materiał, muzę, ale również zupełnie inny wymiar.
Obrazowo również. Muszę to sobie wszystko poukładać, wyobrazić i zacząć powoli
tworzyć wszystko razem – wizerunek, muzykę, słowa. Żeby zaskoczyć czymś świat,
to trzeba być naprawdę mocnym i to jest coś nad czym będę w tej chwili pracował.
Uważam, że to jest jedyna opcja – zaprezentować Polskę szerzej, zadać potężny
cios i pokazać, że on jest stąd, że pomimo iż jest zainspirowany różnymi gatunkami
muzyki, to jest w tym jakaś polska dusza. Wibracja na pewno pozostaje.
- OK. – na koniec chciałbym cię zapytać jakie polskie i zagraniczne tytuły
zwróciły ostatnio twoją uwagę?
Glaca: Czy polskie tytuły zwróciły moją uwagę, czy słyszałem coś ciekawego?
Chyba nie słyszałem niczego, co by mnie przyciągnęło. A z płyt zagranicznych
w tym roku... Jedyna, na której się dłużej skupiłem, w natłoku tych wszystkich
zajęć, to ST.ANGER Metalliki. Uważam, że panowie mają naprawdę jaja i odwagę.
Przykurwili bardzo mocno i jednocześnie Bob Rock wyprodukował to naprawdę dobrze.
To jest z jednej strony mainstream, ale połączony z ekstremą, bo to jednak jest
ekstremalny sound w jakichś tam ramach. Dla mnie to cały czas pozostaje wielki
zespół, który potrafi zaskoczyć, a co dalej – zobaczymy. To była chyba jedyna
płyta. Niektóre rzeczy podobały mi się na płycie 50 Cent’a, chyba ze dwa numery,
ale to zupełnie inny biegun. Nie miałem jednak zbyt dużo czasu na śledzenie
takich rzeczy.
- Dziękuję bardzo za rozmowę.
Glaca: Dzięki również.
Rozmawiał: Przemek Łucyan. |