NAWIGACJA
· Wywiady
· Propozycje
· Linki
· Forum
· Facebook
· MySpace.com
AKTUALNIE ONLINE
· Gości online: 1

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 2,642
· Najnowszy użytkownik: kwiecio
SWEET NOISE 'REVOLTA' - wywiad z Glacą
SWEET NOISE REVOLTA

Dopiero rok z kawałkiem minął od wydania CLC, a tu panowie ze SWEET NOISE dostarczają nam nowy krążek z przeróbkami utworów z tej właśnie płyty. REVOLTA nie jest jednak klasycznym zbiorem remiksów, gdyż po raz kolejny zespół poszedł o krok dalej dostarczając nam również nową kompozycję, a i niektóre remiksy brzmią jak całkiem nowe utwory. Po pierwszym przesłuchaniu nie wiedziałem za bardzo co o tej płycie myśleć. Chyba spodziewałem się czegoś trochę innego, zabrakło mi tu może ciężaru gitar, sam nie wiem. Po jakimś czasie jednak, powoli, te numery zaczęły do mnie docierać i teraz mogę śmiało stwierdzić, że „Jeden taki dzień” z Peją, „Nie było” z Edytą Górniak, „N.U.E.R.H.A.” z Docentem i Nergalem czy remiks „W tobie” to naprawdę powalające utwory. Niewątpliwie SWEET NOISE po raz kolejny dostarcza czegoś nowego, nieprzewidywalnego i zaskakującego. Miło też oprócz tych wszystkich elektronicznych rzeczy usłyszeć w ich wykonaniu ponownie prawdziwie ostry, metalowy kawałek – jakim jest N.U.E.R.H.A. w tej wersji – przypominają się czasy KOŃCA WIEKU. Ale nie będę się tu już dłużej rozwodził – płyta jest bez wątpienia warta polecenia, a wszystkiego na jej temat i nie tylko dowiecie się z zapisu rozmowy jaką odbyłem z Glacą. A jest co czytać, bo rozmawialiśmy ponad godzinę.

 

- Na początku chciałbym nawiązać do naszej rozmowy sprzed roku. Powiedziałeś mi wtedy, że następna płyta SN po CZAS LUDZI CIENIA, będzie wydawnictwem poza granicami Polski – anglojęzycznym. Tymczasem mamy album REVOLTA. Co sprawiło, że zdecydowaliście się na zmianę planów?
Glaca: Wpływ na to miała przede wszystkim sytuacja związana z naszą próbą zremiksowania jednego utworu – „Dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawidzisz” i bardzo udanym efektem tej pracy. Ten remix zachwycił nas tak bardzo, że pomimo iż pierwotnie miał trafić do jednej ze stacji radiowych, nie oddaliśmy go, był na tyle dobry, że pokusiliśmy się o zrobienie następnego. Bardzo szybko przekształciło się to w robienie kolejnych remiksów i zaczęliśmy mieć obraz pewnej płyty. Płyty, która mogłaby być z jednej strony złożona z naszych przeróbek – wtedy jeszcze nie myśleliśmy o nowej kompozycji, a z drugiej strony, wybrani przez nas ludzie, producenci, twórcy muzyki elektronicznej i nie tylko mogliby pokazać swoje wizje tych utworów. I tak narodziła się REVOLTA. Później postanowiliśmy zaprosić osoby, które szanujemy w polskiej muzyce, których osiągnięcia dużo dla nas znaczą i którzy są wiarygodni i mają indywidualizm wpisany w swoją drogę artystyczną, twórczą i którzy są przede wszystkim kontrowersyjni. Chcieliśmy, żeby to sprawiło, iż ta płyta uderzy bardzo szeroko. Zaczęła się z tym wiązać idea łączenia gatunków, łączenia artystów, łączenia pewnych subkultur i otworzenia ludziom oczu na pewne sprawy. No i stąd ponad roczna praca nad tym projektem.
- Przy pierwszym zetknięciu z tą płytą najbardziej zaskakująca wydała mi się obecność Edyty Górniak. Czy ta współpraca była waszym pomysłem, czy też zostało wam to zaproponowane?
Glaca: Tak, to był nasz pomysł – generalnie wszystkie tego typu pomysły wychodziły od nas, miewamy jakieś podpowiedzi, ale w tym przypadku pomysł był nasz. Chcieliśmy zrobić tą płytę bazując na takich połączeniach, które ludziom nie przyszły by do głowy, które mogłyby być szokujące i kontrowersyjne. Oczywiście mamy bardzo konkretne wymagania i po pracy z Anią Jopek nie było innej wokalistki, do której moglibyśmy się zwrócić i która dałaby nam to coś niezwykłego, nieprzewidywalnego. I bez wątpienia jesteśmy fanami śpiewu Edyty, jej głosu. Dla mnie... wiesz – ja nie postrzegam do końca Edyty, przez jej repertuar, a przez umiejętność sięgania do wnętrza i śpiewania z wielką pasją. Opisaliśmy to wszystko w liście, który dostała od nas, wraz z utworem, z bitem, który zrobiłem z Magikiem – przygotowaliśmy go specjalnie z myślą o niej. I okazało się, że chce to zrobić, że jest zachwycona pomysłem. Przedstawiła to komuś w Londynie, kto jeszcze jakby podsycił ten jej zapał i stwierdziła, że może zaśpiewać mój test – tak też zresztą to sobie wyobrażaliśmy. Wstawiliśmy od razu mój wokal i chcieliśmy takiego klasycznego duetu. Stwierdziliśmy, że to będzie najbardziej porażające – nie tworzenie nowych zwrotek lecz sklejenie ze sobą naszych dwóch wokali, dwóch różnych ekspresji. Tak kierowaliśmy ją w trakcie nagrywania i w trakcie rozmów – aby zrobiła to najbardziej ekspresyjnie jak potrafi, żeby postawiła na swoją wizję, na to jak ona czuje ten tekst, czym to dla niej jest. A, że jest osobą, która w dużej mierze spotkała się z atakami, ze złośliwością, zawiścią, zazdrością, z często głupimi, bezsensownymi zarzutami, na pewno czuła się odrzucona. Sądzę, że straciła wiele osób, że ten sukces kosztował ją bardzo dużo. Nie śledzę plotek, ale wiele tych ataków, wydawało mi się totalnie debilnych, zwłaszcza, że wiem jak złośliwa i wredna potrafi być polska branża. Dla nas – ludzi, którzy się tej branży sprzeciwiali od początku, krytykując bardzo dużo negatywnych rzeczy, miał to być również rodzaj wyzwania rzuconego tym ludziom i generalnie i my i ona robiliśmy to w tym duchu.
- Czy spotkaliście się razem w studio, czy też było to nagrywane osobno i potem tylko zgrane, jak to się często zdarza?

Glaca: Z wszystkimi ludźmi spotykaliśmy się w studio. Musiało dojść do spotkania, jednego, drugiego – powstania pewnego planu. Poznawaliśmy się nawzajem. Wiesz – nas odróżnia od takich plastikowych projektów to, że wspieramy nasze działania pełnym poparciem i zaangażowaniem. Jak się nie spotkasz – tylko skleisz tracki dograne to tu, to tam, to istnieje bardzo mała szansa, że uzyskasz coś naprawdę spójnego – za czym stoją obydwie strony i potrafią uzasadnić czemu to zrobiły. No i trudno uzyskać energię. My poznaliśmy się i wiedzieliśmy, że ani my, ani ona nie będziemy się wstydzić, że mamy konkretne argumenty i powody dla których chcemy to zrobić. Dobrze się ze sobą czujemy i wiedzieliśmy, że to będzie naprawdę sama przyjemność – i pracowanie w studio i puszczenie tego w świat. Sądzę, że ona w jakimś momencie również zacznie udzielać wywiadów dotyczących tej współpracy i tego singla – jeżeli to będzie singiel. Z wszystkimi było w ten sposób – i z Peją, który również przyjechał do nas do studia i poświęcił nam cały dzień nagrywania. Wiesz – podkręcaliśmy cały czas poziom naszych wymagań i jemu i Edycie, cały czas napierając, żeby to było jak najbardziej ekspresyjne i w jakiś sposób szalone, takie bardzo, bardzo prawdziwe, więc to nie były łatwe sesje. Było wiele podejść, wybieraliśmy najlepsze zarejestrowane wykonania. Również podobnie ma się historia Nergala i Docenta w bardzo mocnej wersji N.U.E.R.H.A.. To też były spotkania przed sesją, w trakcie i po niej. Nergal przyjechał na jedną noc i jeden dzień, dograł gitary i wokale. Był bardzo zakręcony tym, że robi to z nami i z Docentem, który jest dla niego naprawdę kimś znaczącym w tej muzyce. Zresztą dla nas wszystkich. Najkrócej trwała praca z Ostrym – ale mimo tego, że nagrał swoje partie u siebie w Łodzi – to przyjechał do studia, wysłuchaliśmy tego razem, wstawiliśmy w utwór i było konkretne porozumienie. On jest bardzo zajętym człowiekiem w tej chwili. Więc na twoje pytanie odpowiadam tak, z każdym mieliśmy łączność, kontakt. Inaczej było w przypadku utworów remiksowanych przez ludzi, oni je przysyłali gotowe, a myśmy je przesłuchiwali, ale to jest coś innego. To była zamknięta sprawa tego artysty, który robił remiks. Pierwsza połowa płyty – sześć utworów, to nasze rzeczy – produkowane, aranżowane i napisane przez nas. Pozostałe to remiksy wykonane przez różnych artystów.
- Czy myślicie o nakręceniu klipu do utworu „Nie było” z Edytą Górniak?
Glaca: Jest taki plan. Dużo świadczy o tym, że to może być ten utwór. Z takimi decyzjami lubimy jednak poczekać, bo ma na to wpływ dużo rzeczy. Aczkolwiek myśląc o tym, jak można przedstawić tą płytę, to na pewno byłoby to coś unikalnego – co nigdy się nie powtórzy – my i ona. Mając na uwadze wszystkie różnego rodzaju duety, połączenia, to jestem mocno zakręcony faktem, że możemy to razem zrobić. Zobaczymy.
- Na pierwszy singiel wybraliście „Jeden taki dzień” z udziałem Peji. Czy nie obawiasz się, że zostaniecie posądzeni o próbę wybicia się, zaistnienia na większą skalę, na fali popularności hip-hopu? I dlaczego zaprosiliście właśnie Peję?
Glaca: Wiesz co, ja nie będę nikogo okłamywał i powiem wprost, że projekt REVOLTA miał zaistnieć bardzo szeroko i miał być zrobiony z największymi nazwiskami, które ludzie łączą z danymi gatunkami. Nie chcę tu używać określenia „gwiazdy”, żeby nie było to negatywnie odebrane, ale to są ludzie z konkretnym dorobkiem, którzy dokonali bardzo dużo. Więc nie szukaliśmy w undergrundzie, nie szukaliśmy wśród debiutantów, wśród osób, które dopiero się przebijają, z pełną świadomością zwróciliśmy się do danych artystów. Natomiast nie było to tak, że szukaliśmy dużych nazwisk bez względu na to, co sobą reprezentują. A dlaczego Peja – dlatego Peja, że wśród wielu raperów ja właściwie jego uznaję za jednego z najbardziej wiarygodnych i prawdziwych w tym co robi. Nie oceniam spraw powierzchownych, to mnie nie obchodzi, ale mówię o tym co słyszę i czuję w tym co robi, skąd on jest, o czym pisze i jaki jest w kontakcie ze mną. Poznaliśmy się na długo przed sesją nagraniową, spotykaliśmy się wielokrotnie, rozmawialiśmy, jesteśmy w dużej mierze ulepieni z tej samej gliny i jesteśmy w dodatku z jednego miasta, co też w jakimś stopniu zbliża nasze załogi do siebie. Poza tym, on przebijał się przez wiele lat i przez wiele lat był wyśmiewany, niektórzy z niego szydzili, twierdzili, że to jest totalna pomyłka, że on nie ma talentu i że to się nie uda. Wiesz – ze SWEET NOISE było bardzo podobnie. Tak naprawdę, oprócz tego, że mieliśmy grono fanów, które od początku było z nami i zaufało nam – oni też zbierali cięgi i byli wyśmiewani w szkołach i w ich środowiskach, to oprócz nich nigdy nie mieliśmy poparcia z tak zwanej sceny. I nie będę już tu wchodził w jakieś detale, ale właśnie zero poparcia od tych, którzy osiągnęli w mocnym graniu dużo, w Polsce. Czy to ACID DRINKERS, czy ILLUSION, czy to TURBO kiedyś. Jedynie mieliśmy dobry kontakt z zespołem VADER – i trasę z nimi i wspólny utwór. Ale generalnie tak to było gdzieś na uboczu – wieczne przebijanie się. I dlatego Peja – wiedziałem, że to będzie ostry kawałek, w kwestii wibracji. Celowo zrobiliśmy taki a nie inny beat, dograliśmy taką, a nie inną gitarę i nie umieściliśmy tego w ścianie noisu, tylko w takim beacie. Chcieliśmy się zmierzyć z materią robienia tego typu podkładów i okazało się, że potrafimy to robić, że ma to styl i charakter. No i chyba jest to jeden z niewielu przykładów w skali światowej, gdzie hardcore’owcy, ludzie, którzy grali w tradycyjnym składzie, nagle robią beaty na samplerach, syntezatorach o zupełnie innym charakterze. Więc dajemy temu, tak mi się wydaje, wymiar, którego nie osiągnąłby klasyczny producent hip-hopowy.
- Czy znasz już jakieś opinie środowiska hip-hopowego na temat tego utworu?
Glaca: Są rewelacyjne. Jeżeli chodzi o ten kawałek, ich opinie w większości są bardzo na tak. Ja odnoszę wrażenie, że to trochę tchnęło w ich scenę świeżość. Druga sprawa to to, że oni są dumni, że ktoś z ich środowiska zrobił krok, chyba najbardziej spektakularny, bo było trochę takich połączeń, ale uważam, że nie były to rzeczy do końca przemyślane. Nikt się do tego mocno nie przyłożył, nie wydobył całego potencjału z takiego połączenia. Ja mam świadomość jak słyszę SN z Peją, że to jest duży potencjał i że można z tego dużo wycisnąć na wszystkich polach, żeby wszyscy mieli z tego korzyść – i publiczność i artyści. I nie marnuje tego, znaczy się – staram się nie marnować, a to ludzie ocenią, czy zmarnowałem czy nie. Tak, że scena hip-hopowa zaakceptowała to i w naturalny sposób zbliżamy się do siebie. Pojawiają się zaproszenia, co do mojego udziału w różnych projektach. Jest to naprawdę fajne, naturalne, nie wymuszone. Ja z wieloma z tych ludzi dobrze się czuję, oni nie mają pewnych obciążeń, albo jest dobrze, albo nie – albo ich to przekonuje, albo nie. Przychodzą na koncert i jest moc. Nie ma tego wniku, który często jest obecny w branży rockowej, na zasadzie oceniania detali brzmienia, czepiania się takich rzeczy, które są gówno ważne, bo tak naprawdę ważna jest energia, pasja i to czy działasz, kurwa, na ludzi, czy nie, czy dajesz przekaz, czy nie. I to jest fajne, że ta ocena jest taka zupełnie inna. Z drugiej strony, reakcji świata rockowego nie znam. Znam tylko reakcje fanów i one są bardzo różne. Od „na tak” do negacji i w ogóle zastanawiania się po co to. Wiesz – są ludzie, którzy są z założenia „na nie” i byli „na nie” od dawna, tylko czekali na pretekst, żeby powiedzieć, że SN to komercyjne świnie i kurwy i w ogóle nie ma gadki. Myślę, że te osoby nie zastanawiają się po co to jest. My robimy to również dlatego, żeby zaprezentować naszą publiczność innym ludziom, tworzyć inną scenę, również dla naszych fanów – pokazać kim jesteśmy. Jeżeli ta nowa scena akceptuje SN, to my pokazujemy jej naszych fanów i ich także musi zaakceptować. I po to jest to połączenie. Samo współistnienie jest dla mnie sztuką i sztuką jest również to co z tego wyniknie. Może tchnie to jakąś świeżość w polską scenę muzyczną. Osadzenie się w tradycyjnym metalu, czy w ogóle w tradycyjnej muzyce, na zasadzie – nie jestem zainteresowany progresem, niech to sobie będzie jak jest, niech tak to powoli podupada, ale jestem przecież wierny tej samej stylistyce – zupełnie mi nie odpowiada. Zawsze chcieliśmy robić działania, które: i trafiają do ludzi i wzbudzają kontrowersje i są spektakularne. Więc tak naprawdę wszystkie narzędzia, których używamy, czy muzyka, czy performance live, czy Woodstock – można chyba w taką jedną bajkę połączyć. Moglibyśmy grać na Woodstock nie zauważeni – natomiast bierzemy ze sobą wszystko co mamy, pojawiają się ośmiometrowe instalacje, potężny wystrój sceny i działamy na maxa, tak żeby to było widać z kilometra, dwóch, trzech, a nawet z satelity.
- Czy chciałbyś aby na kolejnej studyjnej płycie SWEET NOISE poszło jeszcze dalej w kierunku hip-hopu?
Glaca: Nie, nie chciałbym. To znaczy – nie mówię, żebym nie chciał, ale nie zakładam tego. To jest współpraca, może dojdzie do takiej współpracy w przyszłości, może zrobimy taki utwór, projekt, ale jeżeli chodzi o SN, my dalej będziemy eksperymentować, szukać i nie sądzę, żeby to był ten kierunek. Na pewno coś z niego zaczerpniemy i coś przeniesiemy do SN, zwłaszcza, że ten numer grany na koncertach z gitarami jest totalnym killerem. Chomik, który grał z nami jeden koncert w Białymstoku, powiedział: „Panowie – to był najcięższy numer wieczoru.” Dlatego, że ma on strasznie ciężką, tłustą i grubą podstawę. Ten beat jest taki masywny i jest strasznie potężny bas. To co na górze w kwestii aranżacji jest lekkie, więc jak dokładasz do takiego ciężkiego basu gitary, to uzyskujesz takie pierdolnięcie, jakiego naprawdę dawno nie słyszałem. Nie udało nam się niestety zrobić wersji rockowej – ciężkiej. Mamy nagrane gitary, więc może poprosimy Adama Toczko o zmiksowanie. Może zrobimy w związku z tak dużym sukcesem tego numeru teledysk typowo koncertowy. Także nasza droga ewolucji będzie szła dużo dalej. Na pewno jestem zafascynowany beatem jako takim. Może to brzydko zabrzmi, ale jestem znudzony klasyczną grą na perkusji, może dlatego, że nie ma takich bębniarzy, którzy robiliby na mnie jakieś kolosalne wrażenie. W ogóle mało jest moim zdaniem w muzyce rockowej takich progresywnych instrumentalistów. Są tacy, ale niewiele rzeczy robi na mnie wrażenie, dlatego wolę robić muzę szukając sampli, robiąc beaty, programując synthy i wbijając w to taką żywą energię jaką mamy.
- Czy zamierzacie koncertowo promować REVOLTĘ?
Glaca: To będą koncerty, na których zagramy CZAS LUDZI CIENIA. Zagramy z tej płyty sporo i zagramy „Jeden taki dzień”, będziemy grać remiks „Dzisiaj...”. Poza tym, być może również „Nie Było” z Edytą moglibyśmy wykonać, to jest kwestia zrobienia tego pod tym kątem. Na pewno postaramy się zaprosić paru z tych gości, czy Peję, czy Ostrego, planujemy zagranie dużego koncertu, z zaproszeniem wszystkich tych ludzi, z zagraniem właściwie całej tej płyty. To byłaby taka akcja, która raczej nie będzie powtarzalna, ale zobaczymy. O tyle te koncerty mogą być ciekawe, że wymieszają się ludzie, którzy przyjdą i że dojdzie do tego połączenia ludzi z różnych środowisk na koncertach.
- Po wydaniu CLC dało się zauważyć, iż pojawiły się artykuły na wasz temat również w prasie, która do tej pory milczała na temat SWEET NOISE. Mam tu też na myśli pewien miesięcznik poświęcony muzyce metalowej – pismo niestety wątpliwej jakości.
Glaca: Niestety mamy media jakie mamy i ogólnie mamy kiepskich dziennikarzy. Mówię zwłaszcza o tej starszyźnie i o ludziach, którzy pracują od wielu lat w czasopismach – im ciężko przychodzi kreowanie nowych rzeczy, takie podsycanie ognia, zainteresowania. SN jest już od dawna w mediach straconym tematem. Śledzę prasę zachodnią i bije z tych tytułów bardzo często duma z nowych płyt, nowych zespołów. Oczywiście jest to biznes, bo jak ktoś sprzedaje dużo płyt, to ty sprzedajesz czasopismo na tym, że on jest w nim opisany. Ale pojawia się pewien rodzaj dumy i takiej radości, że – oto mamy konkretne tytuły, dobre płyty, zespoły. Tak są przedstawiane takie potężne projekty jak IRON MAIDEN, kiedyś GUNS ‘N ROSES. A nas dziennikarze nigdy za bardzo nie rozumieli. A jeżeli za pierwszym razem „Godność” porywa ludzi, a potem zespół pisze takich utworów ze dwa – trzy na płycie, które ludzie śpiewają i już na pierwszej płycie są dwa klasyki: „Godność” i „Cisza”, a tu ktoś tego nie zauważa ot tak po prostu, no to o czym my tu mówimy... Dlatego przez takie złe przedstawianie nasz zespół pozostawał długo w pewnej niszy. A to były zajebiste płyty. Według publiczności metalowej KONIEC WIEKU była absolutnym szczytem. A tu owszem – super recenzja, gdzieś tam, jedna, druga...Generalnie to koncept album, który trafił do różnych ludzi na świecie, którzy do tej pory dużo o nim mówią. I myślę, że to jest gdzieś tam klasyczna płyta, taka z której zawsze będę bardzo dumny i szczęśliwy, że ją nagrałem. Bardzo ciężka płyta, która kosztowała nas dużo energii. Płyta, która w normalnych warunkach wynosi zespół wysoko, ale tutaj, co mogę powiedzieć, nie kumają bazy, naprawdę nie kumają bazy. Jest jeszcze jedna płyta, która została zmarnowana i zespół rozsypał się w momencie, kiedy nagrał najlepszy album – „Chmury nie było” – KOBONG. Dwa lata komponowania, płyta pojawia się na rynku, masz takie pierdolnięcie, nowoczesne, totalne, zaaranżowane gęsto w niecodzienny sposób. Naprawdę, kurwa, genialna płyta, która w Stanach wyniosłaby ten band na szczyt, jeździliby z TOOL w trasy bez trzymanki. No i tego brakuje – tytułów takich jak „genialna płyta – KOBONG – sprawdź to”. Na czym polega sukces hip-hopu? Na tym, że oni wszyscy jadą na jednym wózku – pojawia się zajebista płyta, pojawia się zajebiste zaprezentowanie w ich mediach, wsparcie tego przez całą scenę. I na tym polega siła. A tutaj masz zakompleksionych gości, którzy wolą znaleźć dziurę w całym, przemilczeć, najczęściej są to byli muzycy... To jest zmorą rocka w Polsce – byli muzycy, którzy są dziennikarzami, niektórzy prowadzą pisma. I wiesz – oni wiedzą lepiej, wspierają swoich pupilków, od lat tych samych, więc to jest wiele straconych szans i złamanych karier. I jestem do tej pory na to wkurwiony, widzę to, czuję. Często jestem rozumiany jako ktoś, kto ma wieczne pretensje. Ale ja nie mam pretensji tylko o siebie, ale o to wszystko. W tej chwili wymknęliśmy się, ale tylko dlatego, że stanęliśmy gdzieś pomiędzy tymi scenami i generalnie stworzyliśmy własną przestrzeń – to jest gdzieś pomiędzy rockiem i hip-hopem. I dlatego jest to ten moment, gdzie ten zespół przebił się szeroko i teraz już jest dobrze o nim pisać, bo jak napiszesz, to sprzedasz więcej gazet itd.
- Jakiś czas temu zmienił się koncertowy skład SN. Odeszli członkowie NONE, a doszedł China (ex-VADER). Czy mógłbyś powiedzieć o tym coś więcej?

Glaca: Wiesz co, zmiany w składzie tak naprawdę zawsze były w SWEET NOISE obecne. Od jakiegoś czasu niezmiennie jest z nami Henry Tod, jest DJ Kostek i Toy. I to uznałbym za taki trzon. Ludzie z NONE grali przez pewien okres i naprawdę dobrze to wspominam. Chciałem, żeby to był tak liczny zespół, tak to było zaaranżowane koncertowo. Natomiast musiałbyś ich spytać o kwestie, dlaczego już z nami nie grają. Nie do końca również to rozumiem, dlatego, że oni są także tymi osobami, z którymi tą scenę chciałem budować. Chciałem, żeby ten zespół był z nami, a tak naprawdę zespół się od nas odseparował. Jakby to kurwa zwać, tak zwać, ale taki jest fakt, że nie dość, że razem nie gramy, to trudno mi powiedzieć, że współtworzymy tą samą scenę, to znaczy, że jesteśmy blisko. I nie powiem, że się nie zawiodłem. Do tego rozstania doszło na Przystanku Woodstock 2003. Jeszcze zdążyli zaprezentować, tam na Przystanku Ludzi Cienia zorganizowanym przez Noiserów, swoją płytę, podpisywali ją tam, był to jeden z ich największych sukcesów, bo rzecz została zrobiona niemal na wzór naszej akcji sprzed roku. Wiesz – przychodzi do ciebie cała Polska. Przystanek Ludzi Cienia był ostrą akcją Noiserów, gdzie zaprezentowano również dzieła Noisenation i tam był też NONE. Wiesz – życzę im jak najlepiej, ale osobiście uważam, że dla nich jest to stracona szansa. Chciałem ich gościć również na REVOLCIE – mieli zrobić swoją wersję „W tobie” – po polsku – dlatego, że upatruję dla takich bandów używania polskiego języka jako pewnej recepty na to, żeby zaistnieć, żeby trafić do ludzi po prostu. I to była szansa, ale wiem, że skoro nie łączą nas bliskie stosunki i są kwestie, których nie rozumiem, to po prostu nie mogę dać im tej szansy – na coś takiego trzeba zasłużyć. Kiedy ja działałem – to czekałem cały czas na swoją szansę i myślę, że do tej pory żadnej nie zmarnowałem. Kiedy pojawiło się coś, co mogło pomóc SN, to wbijałem się w to i tyle. Mamy za sobą wiele wspólnie zagranych koncertów i na pewno mogli poznać lepiej SWEET NOISE. Mieliśmy wspólnych fanów, oni również dla naszych ludzi istnieli i grali. Byli w SN, w tej chwili nie są – tak to wygląda. Jest to jakby wpisane w to, co robimy.
- A dlaczego China? I czy są jeszcze jacyś inni nowi ludzie w SN?
Glaca: Nie. Nie ma nikogo więcej na razie. Nie wiem czy będzie drugi perkusista, czy nie. A China dlatego, że to genialny gitarzysta. I człowiek, który poza tym, że gra, to wnosi w SN taką poważną energię. Robi bardzo poważną muzę, dlatego, że jego zespół, który ma razem z byłym bębniarzem KOBONG, to jest genialny projekt– naprawdę na miarę światową. W takim ciężkim, mocnym, pokąbinowanym, niecodziennym graniu. To jest naprawdę duża sprawa, że on z nami gra. To czuć – stare numery po prostu brzmią w tej chwili nieziemsko – dlatego China.
- Skąd wziął się pomysł na dwa osobne składy koncertowe – do utworów z CLC oraz do starszych numerów? Skąd ten podział?
Glaca: On jest naturalny, dlatego, że Xy grają z Magikiem te nowe historie, w związku z tym, że riffy są, może nie tyle proste, ale jest mniej gitar – są to bardziej takie ściany. I te trzy gitary w czymś takim współbrzmią bardzo dobrze. Natomiast jeśli chodzi o starsze numery - tam jest bardzo dużo grania i są zupełnie inne partie. I wtedy pojawia się Chomik.A Xy są jakby wpisane w SN live i nie chciałbym się z nimi rozstawać. Publiczność na koncertach również czeka na ten symbol, jakim są Xy. I tak jest OK.
- Jak oceniasz sprzedaż płyty CZAS LUDZI CIENIA?
Glaca: Bardzo dobrze. W tej chwili sprzedało się około dwudziestu pięciu tysięcy sztuk tej płyty. Jest to naprawdę duży wynik, dobry i satysfakcjonujący mnie. Oczywiście zawsze może być więcej, ale to mnie satysfakcjonuje. Wiesz, wracasz po trzech latach z bardzo przemyślaną rzeczą, rzucasz dużą wytwórnie, wydajesz to sam, inwestujesz w to sam i czekasz co się stanie. Masz poparcie w Ani Jopek, masz gdzieś poparcie w milczącym Michale Wiśniewskim, takie wsparcie materialne i oparcie w jakiś sposób. Noiserclub, który początkowo liczy jakieś sto osób, no i Jurek Owsiak, który mówi – zapraszam, co było bardzo dużą pomocą. To, że mogliśmy tam przedstawić tę płytę, o czym na pewno nigdy nie zapomnimy, to sądzę, żeby to wszystko nie wyglądało tak jak teraz. Gdyby nie Woodstock 2001 i 2002, bo 2003 to był pewien finał, to było rozpoczęcie REVOLTY. To był taki słodko gorzki koncert, bo z jednej strony zaraz potem doszło do tego rozstania wewnątrz w zespole, a z drugiej pokazaliśmy tam całą esencję SWEET NOISE. No i teraz jak patrzę na video to jest potężny power, ale widać też, że jest jakiś rozłam, który skończył się tak, jak się skończył.
- CZAS LUDZI CIENIA został doceniony nie tylko przez fanów – doceniła go również branża – otrzymaliście Fryderyka. Jaki jest twój stosunek do tej nagrody?
Glaca: Nie jestem zbyt przywiązany do nagród. Generalnie bardzo często wygrywają płyty, które są w danym czasie najbardziej popularne, aczkolwiek CLC zasłużyła na pewne wyróżnienie. To jest taka rzecz, która nigdy nie zostanie powtórzona, bo to nie jest jedna recepta jak na przykład LIMP BIZKIT – mocno, lekko, mocno itd. CLC to szalona płyta, jeśli chodzi o wielość różnych historii, melodii itd. Ale czy wszyscy, którzy na nią głosowali ją słyszeli – nie wiem. Na pewno wszyscy słyszeli o niej. Ale artystom, którzy na nią głosowali jestem wdzięczny, jest to dla mnie z ich strony duże wyróżnienie. Aczkolwiek symboliczne nie odebranie Fryderyka uważam do tej pory za słuszną decyzję. Z tego co wiem to mocno nacisnęło ambicjonalnie pana Hirka Wronę i w tym roku prawdopodobnie postawi jednak na docenienie artystów i być może nagrody będą rozdawane w jakimś naprawdę fajnym miejscu, a nie w sklepie płytowym. No i może pokażą to w telewizji - wtedy ma to sens. W innym przypadku ma sens kiedy branża jest skonsolidowana i opiniotwórcza, która ma dla siebie szacunek, a tu tego szacunku nie ma. Ja nie byłem na tych nagrodach siłą rzeczy, ale z tego co wiem, to były nie milknące rozmowy i hałas, szum, w momentach kiedy ktoś odbierał nagrodę... Takie coś mnie wali i nie obchodzi.
- Jaką nagrodę w takim razie chciałbyś otrzymać i jaka byłaby dla ciebie naprawdę ważna?

Glaca: Wiesz co, dostaliśmy już Złotego Bączka – kilkaset osób głosowało na to, że SN zagrało najlepszy koncert w 2002 roku na Woodstock i jakby ta nagroda jest dla mnie najcenniejsza. Cieszę się również z obydwu Yachów – za „Bruk” i „Dzisiaj mnie kochasz...”, dlatego, iż wiem, że nie było mowy o przekupstwie. Nigdy nie byliśmy w Universalu na tyle priorytetem, żeby ktoś chciał dla nas przeforsować nagrodę – oni sami byli zaskoczeni – że jak to – o kurwa – nagroda – tak bez niczego... Chyba wygrała muza i po prostu dobre teledyski. Łączy się z tym również pewien skandal, bo wysłaliśmy tam też „Nie było”, dostając odpowiedź, że no cóż, jury tak zostało skonstruowane, że nie zauważyło waszego teledysku. Nie ma to nic wspólnego z tym, co powiedział Glaca na scenie rok temu. No cóż – generalnie ściema. To przykre.
- Czy macie już jakieś konkretne plany co do kolejnych klipów promujących REVOLTĘ?
Glaca: Nie. Na razie nie wiadomo jak długo będzie trwała tak naprawdę promocja tego albumu. Rzecz była eksperymentem i nie zakładamy z góry, że zrobimy tyle a tyle klipów. Nie jesteśmy Bajm, Wilki ani Kowalska itd. Więc ciężko określić jak długo potrwa zainteresowanie tym projektem. Zależy to od ludzi. Na pewno będzie drugi singiel i drugi teledysk.
- Czy znasz opinie fanów SN o nowej płycie?
Glaca: Zrobiłem parę dużych chatów, cały czas jest aktywne forum SN, strona, pojawiają się nowi Noiserzy – czasem przybywa ich nawet około pół setki z dnia na dzień. To są bardzo dobre reakcje tak naprawdę. To jest największy sukces tej płyty, że przekonują się do niej fani starszych albumów i że dla nich „Nie było” z Edytą Górniak jest szałem. To jest super, że im się podoba, że ona ich przekonała. Wiadomo, że jest też trochę osób przeciw – one zawsze są, zwłaszcza w necie komentarze na różnych stronach. Bo tam jest jakieś kurwa kibolstwo. Byłem przerażony, bo jestem zwolennikiem Małysza – strasznie mnie kręci to, co ten koleżka robi i naprawdę mu kibicuję, jako jednemu z niewielu sportowców. A bezmiar gówna, który się leje na tego gościa jest totalny – tak po prostu. Wiesz, to nie jest artysta, który mówi, pisze, a tam jest masakra – setki maili typu „kurwa ty Żydzie, spierdalaj” itd. Bez sensu. Więc w necie są również i takie komentarze – „Glaca ty kurwo, co to za chujnia, komercja, spierdalaj” itd. I przeważnie oczywiście nie są podpisane.
- A jak w takim razie wygląda sprawa ruszenia na Zachód i wydania płyty poza granicami naszego kraju?
Glaca: Generalnie, kończąc można powiedzieć, że trzynaście lat w Polsce zostało podsumowane REVOLTĄ. I czas jest na nowe działania. Wchodzimy sobie do naszego studia, zamykamy się w nim i tworzymy od podstaw nową rzecz. Jestem coraz bardziej tym zakręcony i jawi mi się jakiś pomysł na to, jakby to miało wyglądać.
- Czy jest już jakiś konkretny materiał?
Glaca: Nie. Wyniki tego co już zrobiliśmy będą wykorzystane tylko w małych fragmentach. Natomiast będziemy od nowa tworzyć, dlatego, że to jest również stworzenie całej koncepcji. Ja tworzę nie tylko materiał, muzę, ale również zupełnie inny wymiar. Obrazowo również. Muszę to sobie wszystko poukładać, wyobrazić i zacząć powoli tworzyć wszystko razem – wizerunek, muzykę, słowa. Żeby zaskoczyć czymś świat, to trzeba być naprawdę mocnym i to jest coś nad czym będę w tej chwili pracował. Uważam, że to jest jedyna opcja – zaprezentować Polskę szerzej, zadać potężny cios i pokazać, że on jest stąd, że pomimo iż jest zainspirowany różnymi gatunkami muzyki, to jest w tym jakaś polska dusza. Wibracja na pewno pozostaje.
- OK. – na koniec chciałbym cię zapytać jakie polskie i zagraniczne tytuły zwróciły ostatnio twoją uwagę?
Glaca: Czy polskie tytuły zwróciły moją uwagę, czy słyszałem coś ciekawego? Chyba nie słyszałem niczego, co by mnie przyciągnęło. A z płyt zagranicznych w tym roku... Jedyna, na której się dłużej skupiłem, w natłoku tych wszystkich zajęć, to ST.ANGER Metalliki. Uważam, że panowie mają naprawdę jaja i odwagę. Przykurwili bardzo mocno i jednocześnie Bob Rock wyprodukował to naprawdę dobrze. To jest z jednej strony mainstream, ale połączony z ekstremą, bo to jednak jest ekstremalny sound w jakichś tam ramach. Dla mnie to cały czas pozostaje wielki zespół, który potrafi zaskoczyć, a co dalej – zobaczymy. To była chyba jedyna płyta. Niektóre rzeczy podobały mi się na płycie 50 Cent’a, chyba ze dwa numery, ale to zupełnie inny biegun. Nie miałem jednak zbyt dużo czasu na śledzenie takich rzeczy.
- Dziękuję bardzo za rozmowę.
Glaca: Dzięki również.

Rozmawiał: Przemek Łucyan.

Dodane: dnia 01-01-1970 01:00 Autor: Ebem Czytań: 4869
Komentarzy: 0
Podziel się tym artykułem
Dodaj do:
Adres:
Na forum:
HTML:
' class='textbox' style='font-size:12px;width:99%' onclick='javascript:this.select();' />

HardZone.pl | Copyright (c) 1999 - 05.04.2011 | by PHP-Fusion.